Wednesday, August 18, 2010
Tuesday, August 17, 2010
Sunday, August 15, 2010
d e c o y


o ile sie nie myle, to obsesja ma kilka etapów, no nie? można to wymyśleć na zdrowy, logiczny rozum. tak czy owak, odkąd wróciłam do Polski, noszę czarny podkoszulek Vieta i co chwile sprawdzam czy jest jeszcze choć odrobina jego zapachu. tak, to obsesja, jestem maniakiem. ale wiem, że kiedyś mi przejdzie, kiedyś
Friday, August 13, 2010
wanna back in time








siedze w czarnym podkoszulku Vieta i gapie sie na moje rzeczy z vietnamu, ktore oczywiscie sie wala na łóżku. i miss every single piece from trai he. UH, naprawde mam depresje. czarny podkoszulek przestal juz nim pachniec + tshirt z doremonem sie ciut zniszczyl. like my bro said - now everything's gonna be worse.
geeeez, wkurza mnie to, ze wszystko rozumiem - kazda reklame, kazdy bilbord, kazdy napis. i nie moge sie przyzwyczaic ze kazdy rozumie moje polskie przeklenstwo. nie moge sie odzwyczaic od jezyka vn i ang. trudno mi wrocic do szarej rzeczywistosci, chociaz brakowalo mi przyjaciol.
cofnijmy sie w czasie, ten kolejny raz.
HANOI
1day - pelna radosci wrocilam na oboz! JEJ! z mega kaszlem, ale wrocilam. ale co za wstyd, kazdy wiedzial o szpitalu i czulam sie tak glupio. :O tak czy owak, to byl dobry dzien nic nie robienia - zadnych obowiazkow ani zajec! bosko. a wieczorem, zgodnie z umowa - nic nie pilam, tak jak obiecalam radzie starszych. za to poszlam z Huong, Chu, Davidem i Luon do Face klub. poczatkowo mieli byc wszyscy z Trai He, ale bylismy tylko we 4. ja, Huong i Chu palilismy shishe, gdy Luon i David grali w bilarda. koło 23 sie zmylismy i poszlismy we 3 do Next bar, gdzie byli wszyscy. impreza byla gruba, bo w Next byli tylko ludzie z Trai He, no i .. noga Tuan Anh byla cala we krwi. zdolny brat, wszedl na szklo. dobrze, ze ktos go odwiozl do szpitala. uh, ale tego wieczoru jeszcze bawilam sie z Mike, dobrze bylo, ale wszystko sie zaczelo psuc gdy powiedzial, ze te noc spedzi ze swoimi przyjaciolmi, a nie ze mna. jego strata. tak czy owak impreza sie skonczyla wczesnie tuz przed polnoca, a ja musialam odwiesc pijana Tui, do mojego hotelu. dziewczyna z Laosu ostro zabalowala i ledwo trzymala sie na nogach. slyszalam, ze chciala nawet wytrzec swoim gownem Mike, nie mam pytan. a no i w czasie jazdy taxowka otwierala drzwi. na jej szczescie, tajlandia sie nia zaczela, bo naprawde, jeszcze chwile i dostalaby ode mnie w twarz. pozniej zaczela sie impreza w 242 - partyroom. pierwsza .. domowka? nie, pokojowka :D w 242 i to jeszcze pierwsza z Vietem. tak, tego wieczoru zaintrygowal mnie ... swoim cialem :D ha, coz bede szczera. a i tego wieczoru Chu powiedzial ze mnie kocha .. odpowiedzialam mu szczerze, ze nic do niego nie czuje i polecialam spac w 255, w pokoju Vieta. ale spokojnie, do niczego nie doszlo.
2day- dzien bez alkoholowy.
caly dzien praktyk, ale poszlam z moim pietrem tylko popoludniu, bo rano nam sie nei chcialo. wolimy spaaac. a i tak ucieklam z praktyk z Mike, no i zaczela sie rozmowa. ze nasza znajomosc opiera sie na naszej pierwszej rozmowie, po lubie w hue - ze oboje chcemy spedzac czas ze swoimi znajomymi - plepleple, fajnei fajnie, ale to nie oznacza ze moze mnie olewac i skoro chce miec ze mna zdj, to niech w koncu ruszy dupe i cos zrobi z tym. ale pozniej dodal, ze wyjezdza przed koncem trai he do singapuru na zakupy - wtedy to juz zdecydowanie z niego zrezygnowalam. i tego dnia zaczely sie problemy z Mike na wieksza skale, zdecydowanie wszystko sie pogorszylo, gdy pod wplywem emocji oddalam mu swoje ulubione zdj. wieczorem wybralismy sie do Arab Night na shishe, impreza sie przeniosla do 242, pod haslem I <3 vodka Ha noi. staly motyw obozu. tylko troche bylo inaczej niz zwykle, bo Chu poszedl sie ruchac z Anais i oznajmil to ... w sumie wszystkim w moim pokoju - a bylo wtedy ponad 15 osob. spokom, a no i rozmowa z Nga i z Tuan Anh, nastawila mnie .. moze nie wrogo, ale inaczej na Mike. cala confused poszlam spac w 255 z Vietem. i tez do niczego nie doszlo, ale pamietam ze jego wspollokator Ricardo ... uh, spal z reka w slipach, fuuuj. a i tej nocy puscil glosno muzyke klasyczna, o czym nie wiedzialam. myslalam ze mi odbilo, wiec cala noc walilam sluchawka od telefonu stacjonarnego. nie pytajcie, bo nie wiem jak mam wam wytlumaczyc moje irracjonalne zachowanie :D
3day- kompletne wyjebane na wszystkie wycieczki. zebym chociaz znala plan, ale trudno. odrzucalam kazde polaczenie z animatorami i szlam spac :) mielismy pojsc na sniadanie, gdzies na ulicy, ale ze Huong nas nie umiala zaprowadzic, to sie cofnelismy do hotelu. dobrze ze byla godzina lunchu, bo bym umarla z glodu- chociaz bylo bliisko. pozniej znowu spac i do Vincomu. czas spedzony w swiecie gier byl swietny, chociaz nic wyjatkowego nie maja. za to bylam z Chu na byku i oczywiscie jestem pro, wiec nie spadlam. znudzeni gra wrocilismy sie do hotelu a pozniej na kolacje gdzies przy next. mmmm pho! dobre + dokupilam z vietem xoi i kukurydze, wiec niebo. po kolacji poszlismy jeszcze z huong na mega spacer, dokupilismy hektorlitry wody i multum lekow. gdy dotarlismy do pokoju, okazalo sie ze wszyscy ida do klubu.. wiec szybko zmienilam obuwie i polecialam z reszta! Zenith. nic ciekawego , bylismy w strefie vip, ale ... muzyka byla do dupy. no i bylam zbyt zajeta .. nie, nie Vietem, tylko patrzeniem jak 2 laski probowaly tanczyc seksownie, ale im nie o a wychodzilo i ... coz, gejem? nikt nie zna jego plci. no, a gdy okazalo sie ze nasze mini drinki kosztuja duzo za duzo, to wynieslismy sie. po klubie byl taxi drift a pozniej klotnia za rachunek. ja krotko i stanowczo powiedzialam ze nie mam zamiaru tyle zaplacic i dalam 90 tys w lape taksowkarzowi i powiedzialam ze moze mnie w dupe pocalowac, bo wiecej nie dostanie :D zmeczona wrocilam do 255, pokoju Vieta, bo w moim juz spalo ponad 10 osob.
4day - kolejny raz przespalam proby z moim pietrem. ale pamietam ze przed lunchem, Chu byl u fryzjera - jego fryzura byla zajebista. a i wtedy kazal mi prowadzic skuterem! bylo strasznie, ale poradzilam sobie z jego malutka pomoca. pozniej po lunchu poszlam na probe, bo slyszalam ze bedzie tv. bullshit. a Viet cwaniaczek zostal sam w hotelu i spal! ale za to od razu po kolacji powiedzialam animatorom adios i ucieklam z huong. a jak. i poszlam spac, a pozniej mnie obudzili i poszlismy do Arab Night. impreza na ponad 20 osob w malym pokoju, pozdro. ale warto bylo, a i tego wieczoru poznalam kolezanke Anais. wszyscy zaczeli sie pytac czy jestem z Vietem, tylko dlatego ze trzymalam go za reke. a po arab night w pare osob zdecydowalismy sie ze nie idziemy spac, skoro mamy byc o 5 rano w busie. zaczelismy grac w blackjacka, ktory dla mnie skonczyl sie ... lataniem po hotelu w bieliznie i bliskim kontaktem z Vietem. a dla Chu skonczylo sie jedna gladka noga, dla Tina czarnymi paznokciami, a dla reszty - vodka hanoi. a i Vicky zrobila taki dobry drink.. Cuba Libre ? nie wiem, ale bylo dobre. a i Chu mial zalamanie nerwowe.. biedny :( odbylam z nim krotka rozmowe, ktora mnie troche zdolowala, wiec zabralam Vieta na wycieczke po hotelu - byleby nie zasnac.
5day - 5rano w autokarze, a przedtem szybki prysznic, spakowanie sie i w droge do Ha Long. dzieki bogu, nie ufam prowiantom, wiec nawet nie otworzylam swojego pudelka - za to slyszalam jak chujowe bylo. cala droge do ha long przespalam + zmarlam i sie przeziebilam jeszcze bardziej przez Vieta. zarazil mnie :< pozniej caly dzien wycieczek. jakies jaskinie pleple .. ogolnie dobra wymowka na zdjecia. popoludniu zrobilo sie duzo ladniej i cieplej, wiec wszyscy paradowali w strojach kapielowych czekajac tylko na plaze. normalnie juz dawno bysmy wyskoczyli z lodzi, ale nikt sie nie odwazyl.. :P w jaskiniach moglilam sie zeby zaden nietoperz na mnie nie narobil ,a jak juz bylam na plazy .. to modlilam sie o czystsza wode. bylo okropnie! woda przy wyspie jest paskudna, otwarte morze jest duzo lepsze. ale mimo wszystko dobrze sie bawilam, bitwa miedzynarodowa, wyscigi i te inne. a ja nawet nie musialam plywac, bo viet mnie trzymal na plecach :D niebo, ale oczywiscie francuzi mnie podduszali. a pozniej, po krotkiej rozmowie z Mike to Chu przegral ze mna zaklad. :D zaklad polegal na tym, ze mialam po prostu zrzucic recznik przed nieznajomym, ale spokojnie, mialam bikini. a i mialam to zrobic tak .. 'agresywnie' i krzyknac 'BANG'. zaden problem, dla tra sua - herbata z mlekiem, ale taka dobraa - zrobie wszystko. a pozniej mialam poprosic jakiegos chlopaka zeby mi zdjal gore od bikini, owinieta recznikiem. i wtedn sposob wygralam ponad 30 kubkow mojego ulubionego napoju :D bylam tak podekscytowana ze robilam 'BANG' caly czas. a i pamietam ze Viet mi wsadzil kostke lodu do gaci, bo oblalam jego twarz woda gdy spal .. NO FAIR. :< + zrobilam BANG do lodki nr 3 - gdzie byla francja, czechy, rumunia .. i wtedy w odpowiedzi Du zrobil DAMN - czyli zdjal kapielowki. :O mialam taka twarz przez dobre 5minut. no a w drodze powrotnej do hanoi zaczelam moja i vieta gre 'guess what', ale nie zrozumiecie jej, bo wiekszosc opiera sie na jezyku vn :P pozniej Tin sie pobil z Du, tak ze obaj krwawili. Du mial rocieta glowe, a Tin zlamany palec. i gdyby moje pietro ich nei powstrzymalo, to jestem pewna, ze Du by zabil Tina. w sumie Tin chcial go nawet zaatakowac z nozem, ale powiedzialam mu ze ma sie nie zblizac do naszego pietra, bo moze wygral walke ,ale przegra wojne. uh, a Viet sie cieszyl ze cos sie dzialo, debil :P
6day - tego dnia byly powazne proby, wiec pierwszy raz spielismy dupy z Vietem i ruszylismy na nasze pierwsze sniadanie w Hanoi. mmmm calkiem dobre. odbylam przejazdzke z Chu, ale i tak glownie spedzilam czas z Vietem <3 a Tin wyjechal, wiec zrobilo sie spokojnie. trudno uwierzyc, ze ktos zrobil mu impreze z powodu jego wyjazdu. uh, palant.
7day - NIC NIE ROBIENIE. olalismy probe generalna i caly dzien jezdzilismy na skuterach. shopping i te sprawy. ledwo zdazylismy na wystep, tak czy owak, tuz przed performance pogadalam dosc dlugo z Mike. tak jak... 'kiedys', czyli tydzien temu. gadalismy normalnie, rozmowa odbyla sie bez zadnych problemow, bo mamy podobne poglady na swiat pleple. ale wtedy olalam strasznie Vieta i schowalam sie za tlumem ludzi z Mike i gadalismy. pozniej zaczela sie zbiorka, wiec powiedzialam ze musze isc znalezc 'swoich', bo nie wiem co robic. on wtedy zyczyl mi powodzenia i zaczal sie zblizac. moja twarz szybko uciekala, ale nie dosc szybko, bo zdazyl mnie pocalowac. mysle ze juz wyczul, ze zmienil sie moj stosunek do niego. po niewinnym pocalunku, mialam wyrzuty sumienia, wiec odnalazlam Vieta i pocalowalam go w policzek. od razu lepiej. a na wystepie czysty spontan, no i udalo mi sie zrobic glupia mine do kamery + jestem pewna ze bylam na ekranie wtedy :D cudownie. tuz po wystepie przebralam sie z innymi na ulicy, a co i wrocilismy do hotelu na impreze w 242. a i zanim dotarlismy, to udalam sie na krotka przejazdzke z Chu. jakims cudem wyjechalismy z miasta.. nie wiecie jakie mialam z Chu zdziwione miny gdy zobaczylismy tablice ' welcome in Hanoi'. :D Mike mi dal tego wieczoru fajka z sercem, nie wiem czy oczekiwal jakiegos calusa na oczach Vieta, ale grzecznie mu podziekowalam i z Vietem poszlismy do mojego pokoju po vodke. tego wieczoru Chu strasznie sie spil, bo wypil 10 shotow - jego shoty byly wielkosci kubka herbaty. byl taki spity, ze chcial mnei zaciagnac do lozka. dobrze ze udalo mi sie obudzic Vieta, ktory mi pomogl sie uwolnic od Chu. ale i tak nie moglam spac, zal mi bylo Chu, bo wiem co do mnie czuje. uh, no i przez Huong spalam w dusznym pokoju = co dla mnei skonczylo sie atakami kaszlu. czasami huong, moja wspollokatorka irytowala mnie, a nawet czesto. a zwlaszcza gdy spedzala duzo czasu z vietem, bo 'jej francuz' ja olewal. ze niby mnie to obchodzilo.
8day - dzien VKG - Viet Kieu Gang. 8 skuterow - 16 osob. z maskami 'zebami' opanowalismy stolice - Hanoi drift. Dareen prowadzil jak szalony, ale bawilam sie swietnie :D a i oczywko caly dzien zakupow i zamowilismy koszulki 'I<3242 + vodka hanoi na naszych placach' :D pozniej kolacja w czeskiej restauracji ojca Chu, gdzie kazdy facet wypil ponad 5 kufli piwa. nie wiem jak oni prowadzili, tak czy owak Chu wypil najwiecej, ponad 8. nie byl w stanie prowadzic, wiec ja prowadzilam cala ekipa i jakos dotarlismy do hotelu, gdzie obowiazko zaczelo sie party in 242. Viet wymieszal piwo z winem i z vodka, wiec odlecial predko. ja za to znudzona chaosem,w pokoju bylo ponad 30 osob i nie moglismy sie zdecydowac w co grac, wiec wyszlam wkurzona z vodka, zawolalam Nhung z Wegier i zaczelysmy pic :D dzieci sie ogarnely po godiznie ze ktos zwinal ostatnia vodke. gdy mi Thomas, spity, wyciagnal z reki, to dorwalam sie do Bailey. a pozniej musialam ogarnac Vieta, czyli zamknac sie z nim w pokoju, bo za bardzo szalal. doszlo do klotni, ale tylko ciut ciut, bo rano juz bylo normalnie. a i tego wieczoru, pierwszy raz Chu nie imprezowal - bo byl chory i przelezal cala noc w pokoju.
9day - ostatni dzien. spakowalam sie 20min przed check outem. umowilam sie z ekipa 242 ze widzimy sie o 17 w hotelu. do tego czasu kazdy zostawia bagaz u rodziny plepleple. ja tylko zostawilam bagaze i ucieklam z Chu. poszlam z Chu zrobic sobie zdj, kupic dla mnie i dla Vieta koszulki i na bilard w Face. pozniej Chu odebral dla nas koszulki i ekipa 242 sie rozeszla, kazdy na kolacje w domu, a pozniej o 20 sie umowilismy na shishe. spedzilam z Vietem czas do 20, a pozniej oboje poszlismy do domu, bo zadne z nas nie moglo wyjsc. wiec nie bylismy na shishy z 242, ale trudno. zrobilam z Vietem najpiekniejsze zdj i bylam dumna ze chodzilismy w takich samych koszulkach. a i bylam z nim na kolacji, wiec dla mnie to byl cudowny wieczor. <3
pozniej po obozie nic ciekawego sie tak naprawde nie dzialo. glownie spedzalam czas z Chu, ktory mieszkal w mojej okolicy. bylam z Chu w parku Lenina, gdzie mnostwo osob tanczylo hip hop czy tez jezdzilo na deskach. a i mielismy maly wypadek, otoz Chu wpadl w poslizg i wiedzial ze spadniemy wiec wyskoczyl. ja o niczym nie wiedzialam, wiec polecialam ze skuterem. noga mi zdretwiala i strasznie cierpialam. on zamiast okazac ludzkie uczucie, zaczal walic mnie w kolano i sie smiac. matko, on to umie okazac wspolczucie :P spotkalam sie ostatni raz z Mike, elegancko w restauracji z kuchnia koreanska. odbylam z nim luzna rozmowe, boze kocham z nim rozmawiac! jest taki zabawny i madry! ale do niczego nie doszlo, wiem ze wole Vieta. poszlam raz do kina z ekipa na Descipable me. swietna kreskowka! i Viet mi kupil popcorn slodki, wiec w ogole bylam w niebie. a pozniej poszlismy na karaoke, gdzie zgubilam swoj telefon. :< DAMN. kilka dni spedzilam na swojej wsi, w Son Tay, wiec nic ciekawego sie nie dzialo. dobrze, ze kupilam nowy nr, mialam stary tel i moglam byc w kontakcie z Vietem. ale juz wtedy .. zaczelo sie psuc. nie, nie miedzy nami, po prostu oboje wiedzielismy ze zbliza sie koniec. on myslal pozytywnie, tylko ja dobijalam caly czas. 'wanna hold u and never let u go' - jak mialam sie nie poplakac? jak wrocilam do hanoi, to od razu spotkalam sie z chu i z innymi na shishy. nastepnego dnia byl ostatni wypad Vieta, poszlismy na nocny bazar gdzie zrobilismy sobie w 5osob zdj. biedna huong, byla sama, bo jej francuz wyjechal. byly same pary i ona.
9.08 bylo moje ostatnie spotkanie z vietem, sam na sam. poplakalam sie gdy dal mi prezent. maly flakonik z lekami w kapciu-doremon. ale to nie byly leki, a kapsulki z liscikami. 'guess what? lubisz to suko' 'i'm only ur loser and gigi' 'my emi-pho-monster' ' Bun <3 Pho' ' Kocham Cie, Ich liebe dich'. POPLAKALAM SIE MAKSYMALNIE. ale on mnie przytulil i .. odszedl. a ja zostalam sama .. Chu po mnie przyjechal i zjedlismy sushi. bylam dobita, wiec zabral mnie na zakupy. kupilam wtedy mega dziewczeca sukienke, kapelusz i zegarek. ale nie poczulam sie lepiej, bo wiedzialam ze Viet mnie nigdy takiej na zywo nie zobaczy. uh. wtedy tez przeprowadzilam zyciowa rozmowe z Chu nad jeziorem, gdy jakis facet przed nami zdjal spodnie .. i nawet nie wiem czy chce wiedziec czy sral czy co robil. popsul nastroj, tak czy owak :P
a pozniej co? moj ostatni wieczor w vn spedzilismy na shishy w Fusion. byli viet kieu z polskim, rosji, bulgari, usa i .. sama nie wiem, ale bylo ok. nie bylo cudownie, bo myslalam ze vomito, ale ok. wychwalana, ze ladnie mi w rozowej sukience poczulam sie lepiej, ale w glebi i tak plakalam za Vietem. ZYCIE. a teraz siedze tutaj.
brakuje mi Trai He, poczucia bliskosci z Vietem, rozmow z Chu czy smiechu Mike. ale przede wszystkim Vieta i Chu. chlopaka i kumpla. ale wszystko poszlo, moze nie w zapomnienie, ale poszlo.
I'm miles from where u r, I lay down on a cold ground and I pray that sth picks me up and sets me down in ur arms.
dodatkowo jestem chora, wiec cudownie. marze o tym zeby w moim pokoju pojawil sie Viet z jego torba lekow i mnie przytulil. ah.
Friday, August 6, 2010
it's over
no ale tak czy owak, te 3tygodnie mnie zmienily. juz nie ciagnie mnie az tak do picia - no bo kurde, kazdego dnia wodka hanoi .. ohyda. mozna umrzec, dlatego teraz bardziej doceniam bailey's :D a tak powaznie, to zmienili mnie ludzie i wydaje mi sie, ze na lepsze. chociaz moge sie mylic
Chu - czechy, moj najlepszy obozowy przyjaciel. mozna z nim pogadac, pokazal mi miasto, nauczyl mnie jezdzic na skuterze, uwielbiam go! ale tylko wtedy kiedy jest trzezwy, bo jak jest pijany - co zdarza mu sie niestety czesto - to przypimina mu sie ze 'mnie kocha' i probuje mnie zaciagnac do lozka. a ja wtedy nie wiem co robic, nie potrafie byc asertywna, ale na szczescie zawsze ktos mi pomaga uciec. uwielbiam jego ciuchy, styl, muzyke.
Viet - niemiec, moja sympatia od pobytu w hanoi na trai he. najlepsze cialo na obozie i do tego cale moje :D 2lata starszy gentalman, no czego chciec wiecej? ponoc jestesmy, a raczej bylismy the cuttiest couple, bo zawsze trzymalismy sie razem, pod raczke, czy to w morzu czy na ladzie, on dbal o mnie, ja dbalam o niego, mamy identyczne tshirty i wlasnie drukuja nam nowe - bun heart pho, pho heart bun - pho to ja, bun to on, mamy identyczne bransoletki, liczne zdj w aparacie i w portfelach .. dla niego jestem w stanie przeprowadzic sie do niemiec luib nawet zamieszkac w wietnamie, byle by z nim byc! zauroczylam sie cholernie, ale rozmawialam z nim juz na poczatku naszej znajomosci, ze to zwiazek jedynie na oboz. niestety nie wiedzialam wtedy, jak cudowny on jest i ze zacznie mi na nim zalezec. wpadlam po uszy. on wie ze moglabym sie w nim zakochac, ale nikt nie wie jak bardzo pragne z nim byc. chcialabym powiedziec mu ze go kocham, ale pozniej .. pozniej wszystko sie zmieni. ja wroce do polski, on do niemiec i .. bedzie 'jak kiedys'. tesknie za polska, ale nie chce wrocic bez niego. jak wroce to wiem, ze nie bede szczesliwa z wielu powodow. mozecie mi nie wierzyc lub mowic, ze to tylko wakacyjny romans, ale moge sie zalozyc, ze nigdy nie widzieliscie mnie takiej szczesliwej z facetem, a co dopiero z wietnamczykiem. uwielbiam jego towarzystwo, wystarczy mi to, ze siedzi obok mnie, tuz obok. szczesliwa jak nigdy. dlatego marze o tym, zeby nasze ostatnie spotkanie trwalo bez konca, zeby nigdy sie nie skonczylo, bo naprawde nie chce go stracic. zdaje sobie sprawe z tego ze znajde sobie kogos innego w polsce, ale .. pragne jego.
Mike - rumunia, gotujacy fotograf o wzroscie 180cm i na dodatek biegle mowi po angielsku. moja pierwsza sympatia na obozie. chlopak idealny, ale ze .. coz. on wolal spedzic czas ze swoimi znajomymi + slyszalam wiele plotek. no i nie wyszlo nam. znajomosci klubowe zaczynaja sie i koncza sie jedynie w klubie. wydaje mi sie , ze troche zalowal jak sie dowiedzial o mnie i o niemcu.. ale coz. zycie. a z reszta .. gdyby jeszcze o mnie 'walczyl', to bylabym skolowana, bo nie wiedzialabym ktorego wybrac. a tak to zachowal sie elegancko i skonczylismy na przyjazni. bede za nim tesknic, bo mial cos w sobie.. cos z rafala, ale byla to pozytywna rzecz. a no i dbal o mnie od poczatku do konca + dal mi na pamiatke papierosa z sercem. mimo wszystko, nie znam go, ale dla mnie byl b.dobry.
reszta ludzi nie wplynela na mnie az tak jak ta trojka facetow. kazdy z nich ubiera sie fantastycznie, maja swietny gust muzyczny i ogolnie charaktery sa niemal nieskazitelne. cenie kazdego z nich, cala trojka moglaby skrasc moje serce ale .. wydaje mi sie, ze tylko jednemu sie udalo, temu najlepszemu.
Sunday, July 25, 2010
i love u, viet nam

poznalam niesamowitych ludzi, z roznych zakatkow swiata i przy okazji szlifuje jezyki. znaczy mam na mysli angielski i wietnamski, bo jednak z francuskim.. ajajaj, kiepsko.
tak czy owak, denerwuje mnie to ze musimy tanczyc, spiewac i chwalic ustroj polityczny. nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego jak zenujace to jest, dlatego czesto uciekam z tego typu 'zebran'.
chcialabym napisac co sie dzialo, ale tak naprawde nie ma dnia zebym sie nudzila! pierwszy raz tak mam, ze w wietnamie mam co robic - dziwne.
SAJGON - HO CHI MINH CITY
pierwszy dzien - tlum dzieciakow, kazdy obczaja i ocenia po wygladzie. proba zapoznania ludzi konczy sie slabo, ale moja polska grupa sie nie poddaje. pozniej kadra 'pedagogiczna' pokazala nam prawdziwy sens obozu - spiewanie i taniec. matko, wcisneli mnie w rozowa sukienke, no myslalam ze jebne. 'choreograf' na pewno ma ziolo i nie chce sie podzielic. poprzez zenujacy wystep poznalam duzo wiecej ludzi - m.in. Mike'a. wieczorem poszlam do ... hmmm baru? ROSE ? z francuzami i z Vicky z niemiec. pilismy i marudzilismy na karaoke. tak czy owak tego wieczoru Son sie sparzyl shotem Rainbow. do dzis nikt z nas nie wie jak to sie pije tak naprawde.
drugi dzien - ZAKUPY. a jak! na szczescie nasze hotele - bo caly oboz nie zmiescil sie w jednym hotelu - byly blisko, tuz obok najwiekszej hali targowej gdzie znalazlam koszulke iPho. LOVELY! z francuzami kupilam koszulke za jakies 35 000d = moze z 2$ ? po calym dniu robienia z siebie idioty w roznych miejscach .. czas na impreze! pilismy w polskim stylu - wodka i cola kupiona w sklepie, picie w parku. pilam na pusty zoladek - jak zwykle- ale tym razem wzielo mnie bardziej niz normalnie. wszyscy juz byli wstawieni przed pojsciem do klubu, ktory mega sie rozni od polskiego. zauwazylam ze ludzie chodza tam nie po to zeby tanczyc czy sie bawic, a jedynie pic lub co gorsza robic interesy. ;o no ale musze przyznac, ze miejsce zrobilo na mnie wrazenie, szkoda ze ochroniarze nie pozwalali praktycznie na taniec - bo kazdy stolik mial swoja przestrzen dla tancerzy - kurde przestrzen mniejsza od szkolnego kibla, wiec pozdro. no tak czy owak, tak sie wstawilam, ze pomylilam ochroniarza z kolega i ... AJ. WSTYD po prostu. tego wieczoru uciekalam od Chu - chlopak z czech ktory przypomina karola. Chu sie strasznie upil, nazwal mnie Cathy ( bo Trinh kojarzy mu sie z eks, a Emilia z 13letnia Szwedka z ktora sie ruchal - nie mam pytan) i coz.. no chcial mnie przeleciec. wystraszylam sie wiec polecialam od razu do lidera mojej grupy, francuzow i szwajcara ktory znal podstawowy krok dancehallu i sie jaral nim caly wieczor. Mike mial byc w klubie, ale poszedl na impreze ze swoimi kolegami, aj szkoda.
NOC ZAKONCZYLA SIE BEZ SEKSU dzieki bogu
trzeci dzien - juz na wstepie uzgodnilismy grupa - polska, francja, czechy, bulgaria, niemcy, wegry i jednostki z tajlandii, laosu, rosji - ze nie idziemy do Fuse(klubu). za to poszlismy na bowling, karaoke a pozniej w poszukiwaniu nowego klubu. nowy klub - barocco - byl .. okropny. niby eksluzywny, ale smierdzial, kelnerzy byli nie mili no i coz .. klub jedynie do ruchania i wciagania prochow. podziekowalismy i wrocilismy do hotelu gdzie zrobilismy sobie roomparty! gralismy w clap clap na picie, a jak juz vodka wyszla, zaczelismy grac clap clap i black jacka na picie napojow bez alko, ale nie mozna korzystac z toalety! hahahaha ile smiechu bylo, chlopcy po prostu blagali o skorzystanie. impreza skonczyla sie o 5 rano, pozniej poszlismy na silownie. tej nocy pierwszy raz spalam w swoim pokoju - bo normalnie spalam u chlopcow xd
ostatni dzien - rano znowu bylo jakies spiewanie, ale po godzinie ucieklam z moja ekipa z polski i z 2kolesiami z wegier do diamonds - centrum handlowe, gdzie przesiedzielismy dobre pare godzin na pietrze z grami. no a pozniej okazalo sie ze zgubilam moje okulary wiec szybko pobieglam na targ i kupilm podrobki ray banow za 30 000d, spakowalam sie i ruszylismy na pociag. okazalo sie ze Tui z Laosu zgubila walizke, ale tak naprawde ktos schowal do autokaru nr 4 - a ona jest z autokaru nr 2. w pociagu bylo okropnie. tyle zamieszania o bilety, miejsca w wagonie, kto gdzie z kim. no ale jak juz wszystko bylo w miare ogarniete - zebralismy ekipe i zaczelismy grac w clap clap na picie. oczywiscie ja niby juz bylam mega wstawiona, wiec podziekowali mi za udzial. obrazona poszlam w poszukiwaniu czechow - bo wiedzialam ze maja wodke. za to spotkalam Mike'a i posiedzialam z nim i jego znajomymi w ich przedziale dobre .. 10minut? bo pozniej David mnie porwal do przedzialu z czechami gdzie mielismy pic. ja nie jednak nie pilam, bo nie bylo popitki, wiec powiedzialam pas. za to byl anglik, paskudny i pijany i caly czas calowal moja reke. WTF. a i Chu kazal mi ogladac pornola z jego kolezanka :O to bylo okropne, a Tuan powiedzial ' patrz i sie ucz'. FUUUUUUUUUU szybko ucieklam z Davbidem do jego przedzialu zeby pojsc spac. spac .. MARZENIA. rzucilam sie na lozko i po prostu koszmar sie zaczal. lezalam na boku jak to miewam w zwyczaju i co? lewa reke trzymal Chu ktory mowil ' Cathy, kocham Cie za to jaka jestes. nie zostawiaj mnie, mow do mnie. nie spij i trzymaj mnie za reke, Cathy', prawa reke trzymal Phuong z wegier, ktory caly czas zamykal mi oczy chociaz mialam zamkniete. a prawa noge macal mnie Tomy z wegier. no myslalam ze umre! blagalam Darka zeby mnie nie zostawial, ale byl tak pijany ze mnie olal :( ogolnie to caly oboz uwaza ze nie ma dnia, zebym nie byla pijana. pamietam tez ze tej nocy francuzi sie o mnie martwili. ah. pozniej gdy sie uspokoilo, gdy wszyscy poszli spac .. poczulam ze .. nie leze sama na lozku : lezal jeszcze phuong. O FU, przytulil mnie, wzial moja reke na swoje serce i zaczal calowac po glowie az w koncu pocalowal mnie w usta. FU. co to za zwyczaj calowac osobe ktora SPI!? po tym szybko ucieklam do swojego przedzialu - ktory w koncu dzielilam z 2 dziewczynami z anglii i z obca osoba nie z obozu. rano jak wstalam to gadalam z Chu i Mike'm. okazalo sie ze :
a ) okradli Chu, zostawili mu marne 100 000d, na szczescie chlopak jest bogaty i ma od ch... kasy na karcie kredytowej.
b) Tomy byl tak pijany, ze gasnica zdemolowal wagon nr 9. policja i ochrona szukali winnego, ale nie znalezli go. NA SZCZESCIE
c) chlopak z anglii ktory mnie calowal po rece zarzygal swoj przedzial.
a i jeszcze udalo mi sie zaliczyc poludniowa drzemke. przy okazji pogadalam ze szwajcarem - wtedy jeszcze na niego lecialam - ktory powiedzial ze jak spie wygladam jak dziecko - filip ze slowacji tez tak powiedzial - no i przez Tin'a ( szwajcar ) bolala mnie glowa bo dal mi jakis olejek.
DA NANG
gdy juz dotarlismy, szybko obczailismy pokoje. w porownaniu z sajgonem byly bardzo kiepskie. na obiedzie obczywiscie nie moglam nic zjesc - same krewetki. ale okazalo sie ze przy moim stole byly jeszcze 3 inne osoby uczulone na krewetki. YEAH. po szybkim skonsumowaniu posilku poszlismy sie przebrac i ruszlismysmy na plaze autokarami z eskorta policji. :D bylo swietnie, dobra zabawa w morzu. caly czas siedzialam ze szwajcarem ktory tylko w kolko powtarzal ze jestem 'the most cuttiest girl on the camp'. tja, od razu mozna bylo wyczuc ze jest playerem, bo poprzedniej nocy spedzil caly czas z Tui z Laosu. ogolnie chlopak z wygladu nie jest zly - Asia, spodobalaby Ci sie jego klata - no ale ... jak juz mowi po vn to trudno sie z nim dogadac, bo zna jezyk gorzej ode mnie i ma akcent poludniowy, gdy z kolei ja mam polnocny, a po angielsku mowi z akcentem francuskim, wiec od razu sa problemy z rozmowa. po plazy byla kolacja, na ktorej poklocilam sie z Darkiem, ktory traktuje mnie jak dziecko. powiedzialam mu, ze umowilam sie z Mike'm a on na to ' zobaczymy czy pojdziesz z nim dzisiaj. jestes za latwa, nie moge pozwolic zebys sie umawiala z byle kim'. i po tym wybuchlam, powiedzialam wszystko co sie dzialo w pociagu, co robil jego dobry kolega z wegier. oczywiscie mi nie wierzyl, wiec na ognisku w ogole ze soba nie gadalismy. ognisko swoja droga .. troche dziecinne - no ale chodzilo o poznawanie tutejszej mlodziezy, wiec .. nie no nie bylo zle. posmiac sie posmialam no i spocilam sie jak swinia. ZAPOMNIALABYM! przez noc w pociagu stracilam glos, wiec ogolnie od tamtej pory brzmie - az do dzis- jakbym byla pijana. wiec pozdro. no ale po ognisku poszlam na spacer z kilkoma osobami i spac. pierwsza noc bez alkoholu. pozniej Tui i Huong - moja wspollokatorka - opowiadaly mi o tym ze cale pietro slyszalo orgazm austriaczki i slowaka. no bywa i tak, nie? a i w koncu nie poszlam nigdzie z mike'm bo .. coz nie dogadalismy sie. ponoc do mnie dzwonil do pokoju gdy mnie nie bylo. ZYCIE.
nastepnego dnia bylismy w dziwnych miejsach, glownie robic zdj czy kapac sie w morzu. btw, francuzi mnie wrzucili do morza w ubraniu, tylkop dlatego ze powiedzialam ze sa looserami :( :P pozniej jakies wycieczki, znowu jakies owoce morza .. a! Leha z californi powiedziala mi ze wszyscy na obozie mysla ze jestem z Tinem ze szwajcarii. a wiecie czemu tak mysla? bo oboje mamy czerwone plami na szyi i mysla, ze zrobilismy sobie malinki. MATKO. a mnie po prostu komar ugryzl. ah te ploty. a i chcialam wymienic sie z tajlandia numerami kom - ale to bylo zabawne, bo ja bylam w autokarze nr 1 a ni w autokarze nr 4 - nie wiem swoja droga jakim cudem nasze autokary byly blisko siebie, ale tak czy siak probowalam im podawac numer na migi. moje znaki wychwycil animator ktory myslal ze go podrywam! MASAKRA.
HUE
gdy juz dotarlismy do Hue, okazalo sie ze autokar nr 1, 2 i 3 beda razem, ze tylko nr 4 bedzie oddzielnie. LOSERS. obczailismy pokoje i polecielismy na kolacje. na kolacji nic nie tknelam, bo siedzial z nami oblesny pedal z kambodzy. FU. no i oczywisie gadalismy o planach na wieczor. uzgodnilismy wszyscy ze o 21 pod hotelem park view i ze pojdziemy do klubu. jeszcze w miedzy czasie udalo mi sie potorturopwac anglikow i francuzow :D hahaha i teraz znak 'L' nie znaczy 'LEgie' tylko 'LEsbian PArty!'. fantatsycznie. a i okzalo sie ze ktos okradl Tuan Anh z Czech. biedny chlopak :( no ale podobno juz skombinowal sobie kase - btw, czuje ze na tym obozie jestem najbiedniejsza z tych wszystkich bnananow :p do klubu pojechjalismy kilkoma taxowkami. klub w jakims hotelu, wiecej przestrzeni do tanczenia, parkiet etc .. ale lecialo w sumie tylko techno techno. dobra, wyciagnelam Leha i rozpoiczelysmy impreze ( oczywiscie po paru mocnych drinkach, bo na trzezwo to nie bardzo sie da :P ). szwajcar od razu do mnie podbil, bo wiedzial, ze ze mna moze bez wstydu zatanczyc. no ale gdy na horyzoncie pojawil sie Mike, ucieklam od Tin'a i zaczelam tanczyc z Mike'm. Rumunia feat Polska. ajj fajnie bylo. mozna sie domyslec jak sie zakonczylo - oczywiscie wszyscy o tym gadali ale TRUDNO. raz sie zyje. i nie wiem czemu Neil z Australii uwaza ze jestem crazy, skoro to on byl tak spity ze biegal i skakal po ulicy. :D
w hotelu chlopcy rozpoczeli nwoa impreze - POOL PARTY. no ale ,ze ja przeprowadzalam powazna rozmowe z Mikiem to nie wskoczylam tam, chociaz Chu mowil ze 'rada starszych' mi kaze. probowalam mu dac do zrozumienia ze mam okres i ze bez tamponu nie wskocze, to ten na caly basen krzyknal ' your pussy is bloodin?!' NIE MAM PYTAN.
i tej nocy zaczely m isie krwotoki z nosa. nie poszlam na jedna wycieczke, przesiedzialam cale popoludnie sama w pokoju i umieralam z nudow. odwiedzili mnie Mike, Trang, Tuan Anh, Tin, Tui, Chu, David, Darek. slodko. no ale pozniej po obiedzie zemdlalam, bo znowu mialam krwotok. chcieli mnie wyslac do szpitala, ale co za wstyd, wszyscy stali nade mna:/ posiedzialam sobie pozniej sama a pozniej caly wieczor siedzialam z Mikem i jego znajomymi, bylo smiesznie, aczkolwiek czulam sie obco. duzo rozmawiam z Mikem i okazalo sie ze mamy podobne poglady etc etc. no ale pozniej 'rada starszych' wszystko popsula, Darek powiedzial ze 24 musze byc w swoim pokoju. byla 23 wiec powiedzialam Mikowi ze ide do pokoju, niech zaczynaja film beze mnie. poszlam spac i obudzilam sie zakrawiona. tym razem wyslali mnie do szpitala, gdzie dostalam ataku histerii i placzu. NIENAWIDZE SZPITALI. mowilam ze gdy leze to nie moge oddychac, a kazali mi lezec. blagalam w myslach o smierc, bo w szpitalu bylo paskudnie. pobrali mi krew i czekalam 5h zeby sie dowiedziec ze stracilam duzo krwi. kurna i bez badan umiem takie wnioski wyciagnac. wtedy powiedzieli ze wracam do domu ze dla mnie oboz sie konczy. poplakalam sie. ale pozniej wszyscy mowili ze jak wyzdrowieje to moge dolaczyc gdy tylko oboz dotrze do hanoi. oboz bedzie dzisiaj w hanoi. dokladnie za 5h, wiec ide sie umyc, zjesc sniadanie i sie wyszykowac. NUDZILAM SIE BEZ TYCH LUDZI U MOJEGO WUJKA. masakrycznie.
Thursday, July 15, 2010
hell
Tuesday, July 6, 2010
thirty seconds to the hell
przyjemnie nie ma co. zamiast się rozkoszować wakacjami, myślę jedynie jak się ochłodzić i jak się ubrać by się nie spalić. no bo serio, tu słońce spala skórę. wystarczy 5min o godz 10, żeby być murzynem. nie żartuję, mnie po prostu boli jak siedzę na dworze. no ale co zrobić, takie uroki.
w ogóle, to nie wiedziałam, że istnieją głupsze reklamy niż w polsce. no jak siebie kocham, od oglądania tutejszej telewizji bardziej głupieję niż od mtv. np. jest reklama, gdzie wielka moneta biega i radośnie śpiewa z jakąś rodziną - nihooya, nikt nie ogarnia czego to reklama. albo reklama mleka w kartonie. akcja dzieje się w jakimś parku, gdzie chłopiec siedzi na ławce i zaczyna pić reklamowany napój. nagle przychodzi krowa, siada obok niego i zaczyna się śmiać.
nie mam pytań.
moi młodsi kuzyni zaczynają grać mi na nerwach. nudzi mnie już moja anielska cierpliwość, łaska i życzliwość - aż trudno w to uwierzyć, ale w wietnamie nie jestem sarkastyczna i bywam nawet bardzo miła. zaczynam się bać.
o masz, nie wiem co mam ze sobą zrobić. powinnam wziąć się za klasykę, ale TAK MI SIĘ NIE CHCE. i nie wiem czemu nie mogę teraz w nocy spać, choć moja sypialnia ma klimatyzację. później rano mnie budzą na śniadanie, a po śniadaniu nie mogę spać - 'bo będę zmęczona'.
ajajajaj. najlepiej by było, gdybym mogła włączyć komputer w czasie gdy wszyscy śpią - ale mi nie wolno :(
a jutro wracam do hanoi, żeby kupić bilet, bo jadę nad morze z kuzynką i jej rodziną. świetnie, jadę nad morze + zgadnijcie kto zapomniał wziąć dół od bikini? tak, ja. brawo.
no i od jutra - bye bye na miesiąc fb i grono.
Sunday, July 4, 2010
bienvenue a broad / welcome abroad
poklocilam sie z matka, o 'zle' spakowany krem do walizki - po czym to ona zle mi spakowala zel do twarzy, ktory rozlal mi sie na ubrania. kurna, co za matka.
przed lotem widzialam sie z marlena, ania, asia, mikim, maja, kamilem, maria. byly lzy, no ale to przez klotnie. niestety nie mogli mnie zawiezc na lotnisko - a szkoda.
na lotnisku, obowiazkowo coffee heaven, a jak. pozniej znalazlam kolezanke i na szczescie przepuscili moja walizke, ktora wazyla 32kg, czyli o 2kg za duzo.
a kolezanka? coz , dziwna. myslalam ze bedzie fajniej, a juz mnie wkurza noo. z zachowania i nawet z wygladu mi przypomina miziaje. denerwuje mnie w niej to, ze sie madrzy, matko i wywyzsza sie, a ja wygladam nastarsza od niej. bez kitu. caly dzien zabierala mi kuzynke i chwalila sie swoja wiedza. w kawiarni patrzyla na mnie z pogarda, bo przygladalam sie pieknemu chlopcu ktory slodko kolorowal. jebac ja, bede musiala sobie nowe towarzystwo znalezc na obozie.
a i jest mega sztuczna. ale z zachowania. zgrywa jedynie dobre dziecko, zeby moc imprezowac do woli i mnie poucza jaka ja mam byc. no cholera, jeszcze ja zmienie i bedzie takim buntownikiem jak ja.
a wietnam? coz, jak zwykle przywitalo mnie duszne powietrze. zaledwie 35stopni celcjusza, jak to mowia tutejsi. ale dobra, z rodzina jako tako sie dogaduje i jest w porzadku. oczywiscie mnie denerwuje momentami, ale to norma. najgorszy jest kuzyn, gruby w okularach. zawsze zaglkada mi przez ramie lub, co gorsza, nagle jego twarz znajduje sie na mojej gazecie. i caly czas kaze mi czytac po wietnamsku - no co ja jestem?!
tutejsi biora mnie za .. 20letnia pol wietnamke. uwielbiam to. no po prostu lovely.
plus niedlugo czeka mnie podroz autokarem .. 500km = 12h. MATKO co to za zycie? jeszcze sie mnie pytaja co chce robic i gdzie mieszkac w WIETNAMIE. a gdy im odpowiadam ze nie chce miec meza, nie wiem co chce robic i ze nie chce mieszkac w tym kraju, to zjezdzaja mnie wzrokiem i zaczyna sie paplanina na temat ojczyzny pleple. i nikt nie rozumie czemu mi sie wietnamczycy nie podobaja - no wystarczy na nich spojrzec - i wszystko jasne. ale najwidoczniej tylko m\ja mam dobry gust :D
Saturday, June 26, 2010
HELL YEAH - VACATION, BITCH.
i nadeszły w końcu długo oczekiwane wakacje. tyle rzeczy zdążyło się zdarzyć podczas mojej długiej nieobecności, spowodowanej brakiem internetu przez aster.
1) zakończenie roku szkolnego - aj, pierwszy raz w mojej klasie 'same orły' były. aż 1 osoba - Agnieszka Turos ze śr. 4.85? coś takiego + dowiedziałam się, że w klasie równoległej jest większy no-life ode mnie - dziewczyna z 1b ze śr. 5.45. po prostu nie mam pytań, ale cóż, bywa i tak. później było rozdanie świadectw i tyle.
2) kurs angielskiego/francuskiego. przesiedziałam ponad 1,5 w archibaldzie, żeby się przekonać, że mój francuski jednak jest na gorszym poziomie, niż myślałam + żeby później się dowiedzieć, że kurs tego języka jest wtedy, gdy ja piekę się w Wietnamie. następnie, zrobiłam test i rozmawiałam z lektorem po ang, żeby się przekonać, że jestem beznadziejna. super początek wakacji. tak czy owak, skończy to się wszystko na tym, że zapiszę się do instytutu francuskiego na koniec wakacji i tyle - może w tym roku po wakacjach będę mogła powiedzieć 'aj, nie obijałam się tym razem'.
3)solówka. no ja wiedziałam, że Iza da mi balet - demi klasykę. WIEDZIAŁAM. ale cieszę się, że Allah mnie wysłuchał i że nie dała mi ludowego. ale za to Iza dała nam pyszne pralinki w kształcie fruti di mar, więc zajebiście.
- Aga K - modern jazz underground
- Monika - salsa solo
- asia - broadway jazz
- Ems - Balet/ demi klasyka
- Maja - tańce latynoamerykańskie
- mańk - contemporary dance
- Pati - folk/ludowy
- Paula - hip hop new age
- Maks - broadway jazz
- Zosia - house, ragga
- Vera - popping, locking
- Marysia - physical dance
- Lena - lyrical jazz, praise dance
- Aga S - krumping
- Ania W - dancehall
- Mati - hip hop newaage
- Ania L - physical dance
4) impreza u Pascala = NIGDY WIĘCEJ nie tknę wódki. przynajmniej nie przez 6miesięcy :P było .. cóż. tym razem, miałam kaca. leżałam pod pisuarem i upiłam się przed 21. nie mam pytań.
5) wakacje. cóż, już zaraz wyjeżdżam do Wietnamu, nie czuję tego. a lecę już za 3dni? nie wiem co będę robić, tak czy owak, boję się, że mój samolot się rozjebie :P
6)obiekty westchnień - matko, poznałam kolegę Daniela. zrobił na mnie piorunujące wrażenie wrażliwego chłopaka - i kurde, moim zdaniem jest zajebisty :)) więc mam już obiekt westchnie z Kamyka(Baton), Cerv(Kamil) i z Żeroma(Piotr). LOVELY.
KLIK
Monday, June 14, 2010
it's not sad at all
1. Put your iTunes, Windows Media Player, Limewire , etc. on shuffle.
2. For each question, press the next button to get your answer.
3. YOU MUST WRITE THAT SONG NAME DOWN NO MATTER HOW SILLY IT SOUNDS.
4. HAVE FUN!
IF SOMEONE SAYS ‘ARE YOU OKAY’ YOU SAY?
got some
HOW WOULD YOU DESCRIBE YOURSELF?
way back into love
WHAT DO YOU LIKE IN A GUY/GIRL?
hot in here
HOW DO YOU FEEL TODAY?
closer
WHAT IS YOUR LIFE’S PURPOSE?
mardy bum
WHAT’S YOUR MOTTO?
diva
WHAT DO YOUR FRIENDS THINK OF YOU?
75bars
WHAT DO YOUR PARENTS THINK OF YOU?
sleepness
WHAT DO YOU THINK ABOUT VERY OFTEN?
starlight
WHAT IS 2 + 2?
c'est beau la bourgeoisie
WHAT DO YOU THINK OF YOUR BEST FRIEND?
glam pop
WHAT DO YOU WANT TO BE WHEN YOU GROW UP?
9 crimes
WHAT DO YOU THINK WHEN YOU SEE THE PERSON YOU LIKE?
work
WHAT WILL YOU DANCE TO AT YOUR WEDDING?
I'll kill her
WHAT WILL THEY PLAY AT YOUR FUNERAL?
winter
WHAT IS YOUR BIGGEST FEAR?
mouth shut
WHAT IS YOUR BIGGEST SECRET?
crystalised
WHAT DO YOU WANT RIGHT NOW?
say
WHAT DO YOU THINK OF YOUR FRIENDS?
halo
WHAT WILL YOU POST THIS AS?
give it up to me
Sunday, June 13, 2010
it's really means a lot for me.
22:51:11
:* kocham Cie
Mikołaj ' Emcia, nie wiem co bym zrobił, gdyby Cie zabrakło..' - po moim wypadku samochodowym
Daniel ' tak się bałem, myślałem, że umarłaś..' - po moim sylwestrowym (i jedynym w życiu) zgonie
Maja ' jesteś moją przyjaciółką i nie chce żebyś płakała' - po którejś mojej depresji.
wzruszyłam się
DZIĘKUJĘ :*
POLECAM - kliknij, to moja piosenka dzisiejszego dnia
Saturday, June 12, 2010
you motivate me. nooooot.
godz 10.50
skrzyżowanie belwederskiej z gagarina, przeszłam przez pasy, 5m od pasów dalej, wsiadłam na rower i jechałam do domu.
starsza pani : to chodnik, tu się nie jeździ
ems : nie ma ścieżki rowerowej
starsza pani : to nie ścieżka rowerowa
ems :
starsza pani : proszę na ulicę blablabla
ems : nie dziękuję!
pojechałam
20sekund później pomyślałam:
' a mogłam zsiąść z roweru i jej wygarnąć wszystko, kurwaaa'
20:12
podczas kolacji
ciocia : o to jest dobre, Trinh(ems)
ems : nie, to nie jest to co lubię..
ciocia : no faktycznie, Ty wolisz ciut inne, Thanh
mama : nie, bo tamto jest zbyt słone i mnie nie smakuje
ems :
ciocia : trudno, ja kupię
kocham moją ciocię za to, że wie co lubię jeść i że dała mi kasę za muffiny bez komentarza w stylu mojej mamy ' nie jedz słodyczy, bo jesteś gruba'
karolina : Filip, zamknij się, oglądam telewizję!
filip : sama się zamknij, brzydulo! hihihi.
trung
ems : *kurwaaa vol2*
trung : filip, przynieś mi sok!
filip : a kim ja jestem? jem!
ems : *mordaaa*
karolina : ja przyniosę, bo jestem KULTURALNA!
mama : kochana karolinka, moja cudowna córeczka, którą kocham najbardziej
ems :
ale przynajmniej zjadłam muffina i spotkałam się na chwilę z Mikołajem, który poprawił mi humor..
NIE WIERZE ZE BLOGGER MNIE CENZURUJE.
Friday, June 11, 2010
you have no idea
bywają takie dni i chwile, gdy mogę się śmiać cały czas, że mimo bólu mięśni brzucha, dalej emanuje euforią i dzielę się szczęściem jak inni z resztą społeczeństwa. lecz bywa niestety i tak, że dopada mnie melancholia a nawet napady agresji.
trochę to .. hm, nieprzyzwoite, że w miejscu publicznym, chwalę się napadami agresji - czuję się, jakbym wiedziała, że skończę jako przestępca/kryminalista. z kolei gdy ja wiem jedynie, że będę rozwódką.
ale w tej chwili, akurat opuściła mnie cała radość i agresja, teraz panuje we mnie taka melancholia, że odwołałam spotkanie z Mikołajem i wyłączyłam telefony. nie wiem kiedy je włączę, po prostu.. chcę być poza zasięgiem.
jutro ucieknę, rano, będę mało spać. trudno, dzień jak co dzień, gdy staram się uciec, daleko, choćby myślami. nieważne jak daleko i dokąd, byleby być gdzieś indziej.
matko, czuję jakbym znowu przeżywała kryzys, że znowu sięgnęłam dna, jak w pierwszym semestrze 2klasy gimnazjum.. metaforycznie, to co przeżywam teraz, mogę porównać do tonięcia w morzu. umiem pływać, ale w chwili gdy się dostaje kolki, człowiek jest bezsilny wobec wodzie, poddaje się i oddaje się głębinom. c'est la vie?
tak było by najłatwiej powiedzieć. szkoda, że to 'życie' jest błędnym kołem. historia lubi się powtarzać? niech spierdala, bo nudzą mnie powtórki.
mam 17,5 lat i czym mogę się pochwalić? cóż, w 2gr przedszkola wylądowałam w szpitalu, bo uderzyłam nosem o ławkę. w 2klasie podstawówki, ze szkoły nie odebrali mnie rodzice, a karetka - bo miałam godzinny krwotok z nosa. w 2klasie gimnazjum, moja mama została wezwana do szkoły i musiałam odbyć rozmowę z psychologiem - cóż, ale nie chcę tego nigdy wspominać. a teraz? 2semstr liceum, a ja wpadłam pod samochód. i to są moje życiowe osiągnięcia. chociaż poza nimi mam jeszcze przyjaciół. grupkę ludzi składających się z podstawówki, gimnazjum i liceum.
jak o nich myślę, to chce mi się płakać. ale to dlatego, że to ja jestem życiowym loserem. żałuję, że muszą się użerać z moim narzekaniem, że przez moją matkę omija mnie zabawa z nimi. że tak bardzo się od nich różnię. chociaż, ile osób może się pochwalić wypadkiem samochodowym ?
żałuję, że nie umiem cieszyć się życiem, ani słuchać się własnych rad. chciałabym mieć wyjebane jak inni, np jak luzie z cervantesa, ale nie potrafię. Ci którzy mnie już znają dobrych pare lat, zdają sobie sprawę, że na moim miejscu, trudno się cieszyć.
dobra, koniec użalania się. czas poczytać książkę i powkurwiać matkę.
super, wytrzymałam 20minut z wyłączonym telefonem.
nie dzwońcie ani nie piszcie - bo i tak nie będzie ze mną żadnego kontaktu.
pozdrawiam Mikołaja K, który i tak nie czyta tego bloga + przez którego cały czas płaczę ze wzruszenia.
Wednesday, June 9, 2010
don't have questions
mom : pleplepleplepleple
sister :
ems : not really at all..
sister : when and where was an accident?
ems : yesterday, near your school ?
mom :
ems : mom, could you go with me to the hospital?
mom : because?!
ems : because my feet hurts ?
mom : now i don't have time for you
ems : ....
I really don't have questions about it. but dad says that 'one call - and he'll be whereever I want'. lovely.
Tuesday, June 8, 2010
broken
czułam się dziwnie. tak nierealnie, jak we śnie. ' jak samochodzik w kinie 3d'. wiedziałam, że mnie uderzy, ale nie wiedziałam co zrobić. gdy mnie trafił, widziałam, jak rower odleciał - tak lekko, jak papierowy samolot. a ja upadłam - czułam, jakby grawitacja się zmieniła, jedynie co mogłam zrobić to wydobyć dźwięk - ze strachu jedynie można było usłyszeć skrzek. upadłam na rękę, więc nic z głową się nie stało.
leżałam i nie wiedziałam co zrobić. myślałam, że umarłam. byłam w takim szoku, że ledwo wstałam. nikt mi nie pomógł wstać. gdy już ledwo stałam, nie docierało do mnie co się stało. nikt nie podszedł. dopiero po 5min kierowca wyszedł - kobieta - klon prof. zialińskiej. cała drżała, ale mówiła, że to moja wina, że nie byłam ostrożna. wszystko zrzuciła na mnie i na to, że miałam słuchawki w uszach.
i wtedy przypomniałam sobie o ipodzie - martwiłam się, że się zepsuł. bałam się, że rower nada się jedynie na złom. nie przejmowałam się sobą, bo nie widziałam krwi - dopóki nie podniosłam ręki. SZOK. krew, siniaki, całą obita. ale nikt się nie przejął. ludzie przechodzili mówiąc ' widziałem, jak ją potrąciła ' i odchodzili. bez żadnego współczucia.
stałam tam i drżałam. oczyściłam ranę i pożegnałam kobietę, która zdążyła się dowiedzieć jak się nazywam, dokąd jadę i czy żyję. a i patrzyła jak zakładałam łańcuch. gdy już byłam gotowa, poszłam. szłam z rowerem w stronę łazienek i się załamałam.
CAŁE ŻYCIE MI PRZELECIAŁO PRZED OCZAMI.
nie wiedziałam co ze sobą zrobić, tak mi było głupio. zaczęłam płakać. zadzwoniłam do Moniki L. żeby przekazała, że mogę nie dotrzeć do szkoły, bo miałam wypadek.
później zadzwoniłam do Mikołaja i Daniela, żeby im wszystko opowiedzieć. następnie napisałam do Asi, Mai i Moniki K.
wszyscy na mnie patrzyli. nikt mi nie pomógł. niektórzy się uśmiechali. na mojej twarzy był wypisany wstyd, więc przez całą drogę miałam okulary na nosie. jechałam. ostrożnie jak wtedy. włączyłam telefon, który mi się wyłączył. zadzwonił mikołaj i powiedział, że będzie teraz pod moją szkołą. popłakałam się i pojechałam. znowu by mnie potrącił samochód, ale tym razem doszłoby do zderzenia czołowego. poszłam na przystanek i czekałam.
wysiadł mikołaj, w asyście gałka i ani. mikołaj został i znowu się popłakałam. powiedziałam mu wszystko :
że myślałam, że umrę, że tak się bałam, że nie wiedziałam co zrobić, że było mi głupio etc etc
a on mnie przytulił i powiedział, że tak się bał, że nie wie co by zrobił gdyby mnie nie było.
wtedy do już wybuchłam płaczem. siedzieliśmy na przystanku i wszyscy na nas się gapili. trudno. mikołaj mnie uspokoił i pocieszał.
pośmiał się, że adrenalina poszła w górę, gdy do niego zadzwoniłam.
dziewczyny przyszły - Ola, Justyna, Karolina i Monika. wszystkie się martwiły. gdy mikołaj wrócił do domu, monika poszła ze mną odstawić rower i odwiedzić pielęgniarkę. w gabinecie cały czas się śmiałam i się cieszyłam. pielęgniarka kazała zadzwonić do rodziców i to zrobiłam - zatelefonowałam do ojca, w nadziei, że nie przyjedzie, bo nie chciałam wrócić do domu.
niestety, powiedział, że będzie.
cóż, siedziałam z Monika później na korytarzu i wszyscy się mnie pytali, czemu mam obandażowana rękę i nogę. nikt mi nie chciał uwierzyć, ze potracił mnie samochód w drodze do szkoły. bywa. za to muchin powiedziała, że się za mnie zemści, a pyć, że jestem teraz 'królem szos'. spoko.
później tata przyjechał, jak zwykle odbyła się poważna rozmowa a później poszliśmy na lody. miałam u niego siedzieć, ale okazało się ze nie wziął kluczy, wiec mnie zawiózł do galerii sztuki rowerowej. spotkałam się z danielem i mikołajem, którzy umilili mi czas. byliśmy na drożdżówkach, na muffinach, na spacerze.
Monday, June 7, 2010
some of them
Daniel - even if our friendship will disappear, I'll never forget him. btw I've got from him this t-shirt.
Justyna, Monika, Ola i even Sylwia - it doesn't matter that our 'band' is only the past - thank Allah that they're in my class.the most important details in my life, which make me believe in love, happiness etc.
PEOPLE, which are behind me always, when I need them.
Saturday, June 5, 2010
it doesn't matter
dobra, poddałam się, idę się opierdalać dalej.
ok, dam radę, podejście drugie.
boli mnie to, że moja matka leci kurwa w pierdolone kulki. czemu ona kupuje sobie nowe zabawki w formie samochodu, mebli,ubrań. hm? lecz jeśli chodzi o moje potrzeby - to pełna ignorancja. no tak, bo ja, bezrobotna licealistka jestem w stanie sama sobie kupić środek transportu, obuwie i inne niezbędne mi przedmioty - jakie to oczywiste. tak samo moje zachowanie dzisiejszego wieczoru było irracjonalne, gdy przeszkodziłam matce obejrzeć DVD, gdy ja chciałam obejrzeć film w tv. moje zdanie o tym, że DVD można odtworzyć w laptopie i w ten sposób zwolnić telewizor było egoistyczne i nie na miejscu - dziwne, prawda?
boli mnie to, że świat pędzi naprzód, gdy z kolei moje życie tkwi w martwym punkcie od roku. + za każdym razem gdy spoglądam w lustro, widzę dziewczynę , której dobrze się wiedzie. a skąd ta myśl, że jej wiedzie? jej tusza mówi sama za siebie. ja tu tyję, gdy wa fryce dzieci umierają z głodu - czy w takich chwilach sprawiedliwość istnieje? nie sądzę.
tak, wiem, muszę się ogarnąć, ale nie jestem w stanie. jutro pójdę pobiegać, albo na rower. byle by nie być w domu rano.
siedzę w koszulce daniela i oglądam 'był sobie chłopiec' i sie tak zastanawiam ... czy jestem gotowa na dorosłe życie i czy szkolne przyjaźnie przetrwają.
+ mam ochotę jebnąć mojej siostrze, za brak mózgu, ale to już podchodzi pod normę codzienną.
Wednesday, June 2, 2010
Sunday, May 23, 2010
My niggas
Hell yeah! yesterday I was in Powsin with Porszi, Szczepan, Ania, Konrad, Jerzy and Kuba. It was freakin' awesome, except the fact, that was raining. at first, hail was raining, next - just rain. I was so wet, 'cuz we're standing under the tree, after an hour we run under the roof - to finish grilling.
under the roof I and my 'team' - we're standing with .. English people, some kids with their parents and with a pair of elderly people. The old lady noted, that I and Ania was wet and trembled from the cold. The old man replied : ' oh, they're young and .. so firm!' OMFG.
When the rain stopped, I went with Porszi, Szczepan, Jerzy and Ania to smoke some WEED.
Generally, I had fun with them. We're trying to kindle a fire - so now my hair stinks.
we met guys from Polonia Warszawa and of course - we've a picture with them.
I don't know who they are, I only know that they're basketball players.
aaaa and I stole a piece of cake :D chocolate cake with violet incing <3>











